W to da się grać na planszy? W to da się grać na planszy?

Slay the Spire - w to da się grać na planszy?

Słuchaj, jeśli w instrukcji wyraźnie napisano: „A na końcu zginiecie”, to mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać po grze. Moim zdaniem powinni byli dodać po prostu: „Często. Bardzo, bardzo często…”. Tak czy inaczej, witajcie w Slay the Spire: The Board Game.

W Slay the Spire częściej niż byś sobie tego życzył będziesz ginąć z rąk wszelkiego rodzaju potwornych obrzydliwości w jakiejś wyjątkowo złowieszczo wyglądającej budowli sięgającej ognistych chmur. Sądząc po tytule, można przypuszczać, że celem jest pokonanie (a raczej zniszczenie) samej wieży, ale w praktyce niestety zbyt często okazuje się, że to ty i/lub twoi współgracze zostajecie posiekani na kawałki. A kiedy tak się stanie, przegrywacie (wspólnie) i musicie zaczynać od nowa.

No więc, to dość trudne doświadczenie. Ale oczywiście wiedzieliśmy to już z niezwykle popularnej gry wideo, na której oparta jest ta wersja gry planszowej. W żargonie graczy nazywa się to „roguelike”, co w zasadzie oznacza: „wędrowanie po labiryntowym środowisku”, „z proceduralnie generowanymi poziomami”, „z próbą pokonania niezliczonych potworów” i „zbieraniem licznych skarbów”. I, o tak, istnieje również „permadeath”, co w luźnym tłumaczeniu oznacza coś w rodzaju „Martwy to martwy” (plus: „Powrót do punktu wyjścia” (i: „Tak, naprawdę musisz wszystko zresetować…”).

/>

Frustrujące? Zdecydowanie. I dlatego zdecydowanie nie każdemu przypadnie do gustu. Z drugiej strony, hordy graczy będą czuły się coraz bardziej wystawione na próbę i rzucą się do walki z nową determinacją i nadmierną pewnością siebie. Najwyraźniej przeciętny raz ugryziony SpireSlayer nie jest wcale taki nieśmiały.

 

StS: Gra planszowa polega na budowaniu talii w świecie fantasy. Zaczynasz z talią kart dla początkujących, które musisz ulepszać/ulepszać, wspinając się po wieży, lub spróbować usunąć karty ze swojej talii i zastąpić je innymi (miejmy nadzieję, znacznie silniejszymi). Więc nawet jeśli nigdy nie grałeś w komputerowy oryginał, ale lubisz gry polegające na budowaniu talii, takie jak Dominion (lub jeszcze lepiej: Marvel Legendary albo - to już dopisek Portalowców - Aeon’s End), zdecydowanie powinieneś spróbować Slay the Spire.

 

Dostępne są cztery asymetryczne postacie do wyboru, każda z własną specjalizacją: Pancernik (były żołnierz z mieczem), Cień (miotacz noży i mikser trucizny), Defekt (robot bojowy, który osiągnął jakąś formę półświadomości) i Obserwatorka (niewidoma mniszka-wojowniczka). Podobnie jak gra wideo, gra planszowa świetnie nadaje się do gry solo, ale sprawdza się również w trybie kooperacyjnym w całej swojej chwale walki i (ledwo) przetrwania.

/>

Ten aspekt współpracy może być powodem, dla którego zapaleni gracze kupią Slay the Spire w formie gry planszowej. W końcu gra komputerowa oferuje tylko rozgrywkę solo, podczas gdy teraz, oprócz bardziej namacalnego doświadczenia w porównaniu z wpatrywaniem się w ekran, możesz również zmierzyć się z potężną Iglicą wraz ze wszystkimi jej groteskowymi mieszkańcami wspólnie ze znajomymi (lub z zupełnie obcymi ludźmi).

 

Trzeba przyznać, że cena gry planszowej, przekraczająca 500 złotych (zmiany cen na polskie realia dokonał Wasz życzliwy redaktor z Portalu :) ) jest dość wysoka, zwłaszcza w porównaniu ze stosunkowo niedrogą grą komputerową. Ale z drugiej strony komponenty gry i ogólne wrażenia z rozgrywki są niezwykle wysokiej jakości: piękny design, solidne miniatury, karty (ponad 650! - przyp. redaktora), koszulki na karty (500 sztuk! - przyp. redaktora), żetony, kostki, warstwowe plansze graczy i bardzo dobre opcje przechowywania… zdecydowanie otrzymujesz to, za co płacisz.

(...)

 

Urok Slay the Spire tkwi nie tylko w tym, że jest to niebezpieczna, eksploracyjna podróż w stylu RPG/Dungeon Crawlera, z licznymi, niezwykle oryginalnymi potworami i skarbami, podczas gdy Twoje postacie rozwijają swoje moce i umiejętności. Leży także w tym, że gra ma tak wysoką regrywalność.

 

Dzięki tasowaniu co partię stosów kart wrogów, umiejętności i artefaktów, a także dzięki sprytnemu dodaniu przez projektantów tasowanych, zakrytych żetonów, które zmieniają rozgałęzienia na centralnej planszy, gra zawsze sprawia wrażenie zupełnie nowej przygody, w której nigdy nie wiesz dokładnie, co cię spotka (chociaż po kilku rozgrywkach oczywiście zdobędziesz pewien wgląd w rodzaje wrogów i wyzwania, na które możesz natrafić… ale ilu i gdzie… Dokładnie: to zupełnie inna historia). Co więcej, możesz oczywiście zdecydować się na stoczenie kolejnej serii bitew z jedną z pozostałych dostępnych postaci, co sprawia, że gra jest zupełnie inna.

 

Kolejnym ciekawym, dobrze zaprojektowanym i efektywnym aspektem gry planszowej jest to, że gracze walczą z potworami w rzędach (w tym sensie Slay the Spire to nie tylko gra typu roguelike, budująca talie, ale także swego rodzaju „walka na linii”). Charakterystyczne jest to, że jeden gracz może również zaatakować wroga w rzędzie innego gracza bronią i/lub pociskami, podczas gdy potwory muszą trzymać się przypisanego im rzędu, a tym samym jednego przeciwnika (z wyjątkiem Elit i Bossów; to zła wiadomość dla wszystkich). Wszystko to sprzyja współpracy między graczami, a konsultacje taktyczne są nie tylko dozwolone, ale wręcz zalecane: „Którego wroga powinniśmy zaatakować najpierw i jak to zrobić? Jakie karty mógłbyś wykorzystać? Mam na początek dwie niezwykle skuteczne karty ataku. A ty?”.

 

Prawdopodobnie już zauważyłeś, że Slay the Spire bardzo nam się podoba. Gra wideo zresztą też. Jeszcze nie grałem w nią na komputerze na śmierć (no cóż... w pewnym sensie tak, oczywiście), ale już poświęciłem na nią dziesiątki godzin. Nawiasem mówiąc, nigdy nie udało mi się ukończyć Trzeciego (i Ostatniego) Aktu. Moi współlokatorzy też nie. Oczywiście, to wcale nie nasza wina, ale ma to związek z czasem irytującym (a przez to bardzo wciągającym) poziomem trudności gry.

 

Planszowy odpowiednik jest równie imponujący. Właściwie, nie udało nam się nawet dotrzeć do Aktu Trzeciego we wszystkich naszych sesjach gry (a było ich już sporo). Wygląda więc na to, że nie skończymy Slay the Spire w najbliższym czasie. I to wcale nie jest zła rzecz.

 

Wymagana jest cała pomysłowość, aby wymyślić, jak potężna i synergistyczna byłaby twoja talia. Czy lepiej pozbyć się słabszych kart Obrony na początku, czy kilku mniej potężnych kart Ataku? Podejmowanie ryzyka czasami przynosi nieoczekiwane i wspaniałe nagrody, ale jeśli szczęście nie będzie po twojej stronie podczas dobierania kart i/lub rzucania kostką, twój zamierzony sprint przez kolejne piętra wieży może nagle okazać się niezwykle krótki i będziesz musiał zaczynać wszystko od nowa.

Dlaczego znowu to sobie zrobiliśmy? Nieważne. Szybko załóżcie bitewne buty. Chwyćcie broń. Dodajcie tarczę (albo dwie) (albo trzy). Może weźcie ze sobą słoik trucizny? A może poczekajcie... może tym razem powinienem zagrać tym ciekawym techno-czarodziejem? Jak znowu działały te Błyskawice i Zamrażające Kule? No cóż, dowiemy się tego w trakcie.

Zacznijmy! Zniszczmy tę przeklętą wieżę i jej przerażających mieszkańców!

 

Tekst oryginalny:https://boardgamegeek.com/thread/3567268/kapitein-spel-review-of-slay-the-spire-the-board-g

Autor: Ate Grijpstra, Beyond the Lid

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium