Naprawiłem deckbuilding Naprawiłem deckbuilding

Naprawiłem deckbuilding, nie dziękujcie!

No dobra, tytuł jest bezczelnie clickbaitowy, ale sami rozumiecie, żyjemy w takich czasach, że jak was nie ogłuszę nagłówkiem to nawet tu nie zajrzycie. Tak więc oto jesteśmy, wy teraz ciekawi jak niby naprawiłem deckbuilding, i zaraz potem wściekli, że to był tylko clickbait. 

 

Ale mam dobrą wiadomość. To nie był tylko clickbait. Tak, troszkę przesadzam, troszkę mnie poniosło, troszkę jestem bezczelny, ale naprawdę pracując nad Bohemiansami staraliśmy się z Jasperem wnieść coś nowego do mechaniki deckbuildingu. Wydaje mi się, że złapaliśmy kilka jej słabszych punktów i odrobinę je podszlifowaliśmy. Posłuchajcie o dwóch elementach deckbuildingu, które w mojej opinii poprawiliśmy.

 bohema gra karciana deckbuilder

Rynek

Akurat miałeś dobry dociąg, zebrało się łącznie 7 złota, patrzysz na rynek, stać cię na najdroższą kartę, akurat niezbyt pasuje ci do talii, jest potężna, naprawdę dobra, ale trochę nie pasuje do tego co masz już w decku. No ale kurczę, akurat ci się trafiło te siedem kasy, lepiej żeby się nie zmarnowało. Bierzesz.

 

Wszyscy znamy to uczucie. Czy to Dominion, czy Aeon’s End, czy to Star Realms, czy Mistborn, masz kasę to bierzesz to co najdroższe na stole, bo szkoda, żeby się kasa zmarnowała.

 

Wkurza mnie to na maxa, gracze nie kupują tańszych kart, bo wiecznie patrzą na tą akurat najdroższą. Rzuciłem więc na stół planszę. Nazwałem ją Atelier. Jak ci zostanie jakaś kasa, przechowasz ją sobie tutaj, na tej planszy, powiedziałem graczom, nic wam się nie zmarnuje.

 

Co się okazało, grając z Atelier, gracze nagle przestali kupować te najdroższe karty z rynku. Zaczęli wybierać. Mieli 7 kasy i nie kupowali z automatu najdroższej karty, a wreszcie zaczęli podejmować sensowne wybory, ten kupił kartę za 5, i 2 kasy wrzucił w Atelier, inny kupił kartę za 3 i zasilił Atelier 4 punktami - okazało się, że jak kasa ci się nie marnuje, to zaczynasz patrzeć na rynek kart mądrzej, bo wiesz, że jeśli kupisz tanią kartę to nic się nie zmarnuje, użyjesz potem tych punktów na specjalne zdolności w Atelier.

 

No kurczę, szok. Naprawiłem deckbuiling. 

 

Wiem, wiem, przesadzam, ale przyznajcie, że fajnie to brzmi.

 

Trash

Kto pierwszy dorwie kartę ze zdolnością odchudzenia talii, kto pierwszy dorwie ten klasyczny Trash, Remove, czy jak to się będzie nazywało, ten wygra. Deckbuilding jest w takim samym stopniu mechaniką o budowaniu talii, jak i o jej odchudzaniu. Im dalej w grze, tym bardziej o odchudzaniu. Nakupowałeś świetnych kart, czas, by talia zaczęła pięknie chodzić - a zacznie chodzić, jak tylko pozbędziesz się tego badziewia, z którym rozpocząłeś rozgrywkę. Dajcie mi ten Trash, niech ta talia zacznie chudnąć! Dawać Trasha!!!

 

Wszyscy znamy to uczucie. Czy to Dominion, czy Aeon’s End, czy to Star Realms, czy Mistborn, im wcześniej wywalisz te 10 startowych kart, ten badziew z którym zacząłeś grę, tym szybciej twoje kombosy z zakupionych kart zaczną latać nad stołem. 

 

Rzuciłem na stół planszę. Nazwałem ją Atelier. Jak ci zostanie jakaś kasa, możesz ją wydać w Atelier, aby usunąć dowolną kartę, z tych, które zagrałeś w tej rundzie. 

 

Szok. Nie ma w Bohemians zdolności Trash na kartach. Nie musisz jej kupić, nie musisz się do niej dochrapać, nie musisz czekać, aż się trafi na rynku. Masz ją od początku gry, na samym środku stołu, na planszy Atelier. 

 

Okazało się, że gracze uzyskali pełną kontrolę nad talią. Za te metaforyczne 7 złotka, mogli albo kupić coś zajebistego i dodać do talii, albo wręcz przeciwnie, wrzucić złoto w Atelier i wywalić dowolną kartę z talii. Okazało się, że w każdej rundzie masz prosty wybór - za uzyskane złoto dodajesz coś do talii, albo usuwasz z talii. Talie przestały puchnąć jak w innych deckbuilderach. Wręcz przeciwnie, zaczęły przypominać piękne sportowe Lamborghini, smukłe, szybkie, zaprojektowane do pędzenia nad szosą. 

 

No kurczę, szok. Naprawiłem deckbuiling. Wiem, wiem, przesadzam. 

 

Bohemians

Bohemiansi to nie jest deckbuilder pojedynkowy, to nie jest nawalanie się w kosmosie, to nie jest pod względem tematu wyścig o to kto kogo usiecze pierwszy. To obłędnie tematyczna, casualowa gra opowiadająca o życiu artysty w Paryżu. Ma fajny temat, obłędne grafiki i mogliśmy zamknąć jej development ze trzy miesiące wcześniej i wprowadzić na rynek grzeczną, prostą, uszytą według branżowego standardu karciankę. 

 

Tylko że je uwielbiam deckbuildery. Tylko że Jasper był gotów do każdego kolejnego testu, do każdego nowego wariantu, był gotowy na każdy brainstorming i sprawdzanie jak możemy tą grę zrobić jeszcze lepszą. Więc dłubaliśmy w niej dodatkowe trzy miechy i zrobiliśmy wcale zajebistego deckbuildera.

 

Bohemiansi są casualową, średniej ciężkości karcianką o życiu artysty. Zagrasz w nią z przyjaciółmi, rodziną, nie przestraszysz jej regułami nikogo. Ale jeśli siedzisz w deckbuildingach, jeśli uwielbiasz karcianki, to czeka cię miłe zaskoczenie. Podniesiesz maskę, zobaczysz silnik tego niepozornego deckbuildera i uśmiechniesz się. A potem wrzucisz piąty bieg i niestety zmasakrujesz niczego się nie spodziewających członków rodziny, którzy przyszli na casualową grę o artystach. 

 

Byłem świadkiem takich partii. We właściwych rękach, Bohemiansi mają kopa.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium